Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening literacki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening literacki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lipca 2013

Historyjki z "Twojego Stylu"

Wczoraj, a może przedwczoraj wziąłem do ręki babską gazetę - "Twój Styl". Ku mojemu całkowitemu zaskoczeniu czytanie mnie wciągnęło. Spodziewałem się wielu rzeczy, ale nie tego, że jest to gazeta literacka. Każdy "artykuł" był zbudowany z rzekomo autentycznych historyjek, rozbudowanych anegdot o cierpieniach i roztropności kobiet. Czytając miałem wrażenie, a nawet pewność, że te "opowiadanka" są układane przez jedną i tą samą osobę.

Niech to będzie moją kolejną inspiracją. Dzisiaj napiszę sobie właśnie taką historyjkę, a kto wie, może ktoś kiedyś mnie w takiej babskiej gazecie zatrudni. Dokładny tytuł niech sobie zabrzmi: "czy mój mąż mnie zdradza?"

wtorek, 2 lipca 2013

Atak świętych c.d. 4

Czytaj początek.
 

- Leż! - wysyczał bezbożnik drwiąco, kiedy Patryk znów próbował się podnieść. - Nie chłopcze, nie są martwi. Jako pierwsza zobaczyła mnie twoja matka. Zaczęła z krzykiem uciekać w kierunku domu, ale precyzyjnie ciśnięty kamień zatrzymał ją w miejscu. Podniosłem jej i użyłem jako zakładniczki. Mam w tym dużo wprawy. Właściwie co tydzień używam jakiegoś wiernucha, żeby zdobyć jedzenie, lekarstwa, czasami cokolwiek, czasami też dla treningu.
Bo widzisz chłopcze, masz jakieś imię? Nie chcesz powiedzieć, to nie mów.

piątek, 14 czerwca 2013

Atak świętych c.d. 3

Czytaj początek.

Patryk też kilka razy szedł ze Świętymi na Bezbożników. Wskrzeszone boską wolą ciała, pomijając cudowne zmysły, były raczej głupie. Ślepo podążały śladem grzesznika, nie były w stanie zastawić pułapki, przeciąć drogi, zastosować jakiejkolwiek taktyki.
Patryk i koledzy pełnili funkcję nagonki. Nie chcieli nikogo zabić, ale to głównie ze strachu, że też zostaną uznani za niegodnych by żyć. Wypłaszali Bezbożników razami kija i rzucanymi na oślep petardami.
Podczas pierwszych dni sądu to wystarczało. Uciekający ludzie byli jak przerażona zwierzyna. Z obłędem w oczach wykonywali chaotyczne i nieskoordynowane manewry.
Ci, którzy przetrwali dłużej wiele się nauczyli. Byli sprytniejsi i bardziej niebezpieczni. Wynajdywali sprytne sposoby na ukrycie się przed boskim gniewem, stających im na drodze wiernych mordowali bez najmniejszych skrupułów. Jeden z ostatnich bastionów obronnych wiary w teorię ewolucji.

czwartek, 13 czerwca 2013

Ohohoho, jaki daleki ciąg ballady

Maejusz poczuł woń wielce nieprzyjemną
i ze szczęścia aż zrobiło mu się ciemno.
Wiedział oto, że dziewczyna jak on capi
i rzucił jej się do stóp, mimo tłumu gapi.

Ty bądź dziewczyno moją smrodo-żoną,
czuję nosem, że nas sobie przeznaczono.
Chcę z tobą żyć w smrodzie i odorze,
tylko trupia woń śmierci nas rozłączyć może.

Początek. Czytaj dalej.

wtorek, 4 czerwca 2013

Tak daleki ciąg ballady, że nie wiem, co napisać

Maejusz dalej o swojej duszy gada,
tymczasem co który człek już pada,
już odoru boskiego nie strzymuje,
już chyłkiem rzyga w pobliskie tuje.

A smród jakby zdawał się wciąż narastać
i już wiedzieli, to idzie ta niewiasta,
co jak chlewnia z nieżytem jelit cuchnie.
Od smrodu niektórym już nos puchnie.

Początek. Dalsze, dalsze. 

niedziela, 2 czerwca 2013

Hen, hen ciąg ballady

Stanął i zaczyna głośno zachwalać,
że jego dusza z cnót jest niemal cała.
Mówi, że kto kupi, dostanie w darze,
niejako gratis, bity ćwiekiem pasek.

Zaś nikt nie chce się do kupna skłonić,
wielu tylko ze smrodu łezki roni.
"Plachidę, wołajcie!" ktoś powiada,
"to niewiasta, co się dla niego nada."

Początek. Dalsze, dalsze.

Atak świętych c.d. 2

 Czytaj początek.
Przerzucał siano na przestronnych polach ojca aż do zachodu. Nic się nie wydarzyło. Tylko raz przeszedł pojedynczy Święty. Miał on przetrąconą nogę, którą wlekł za sobą po ziemi, wykrzywioną pod dziwnym kątem. Patryk pomyślał, że może być maruderem z grupy, która wcześniej ścigała Bezbożnika. Końcem grabi popchnął Świętego, żeby szedł w innym kierunku niż wcześniej, najprawdopodobniej trafiłby jak wszyscy pozostali do rwącej rzeki, a tam zdaniem Patryka nie było zbyt dużo boskiej woli do wypełniania. Później chłopak musiał długo wycierać grabie w świeżą trawę. Mimo wszystko Święci byli martwi i mogli przenosić jakieś choroby, a siano będą dawali w zimie zwierzętom. Chociaż, sam nie wiedział, czy jeszcze wierzył w bakterie. Szkoły właściwie zniknęły. Wszystko, co przez lata powtarzali naukowcy, okazało się być bzdurą. Nie ma boga, nie ma życia pozagrobowego, nie jest możliwe, aby martwi wstawali z grobów.

niedziela, 26 maja 2013

Niedorzeczne gry słowne

Przeczytałem kiedyś, albo prawie przeczytałem, wcale nie jestem pewien książkę o humorze językowym pani Danuty Butler. Od czasów studiów większej bzdury w rękach nie miałem. Naukowe lanie wody pisane tylko i wyłącznie po to, żeby mieć do czego dorobić bibliografie i móc sobie dopisać przed nazwiskiem literki d i r. Teraz przypomina mi się jeden ochłap wiedzy zdobyty z tego średnio-wiekopomnego dzieła, a mianowicie koncepcja absurdalnej dwuznaczności słownej.
Przykład: "Kierowca skręcił jak paraliż."
Ponieważ blog Autortohton jest od tego, aby się bawić i ćwiczyć, wymyślę sobie teraz około dziesięciu takich gierek słownych. O, chyba mam już pierwszą.

1. Mam już dość tych twoich Gierek. Pójdę po cukierki do Gomułki.
(Jestem szalenie ciekaw, czy ktoś zrozumie co autor [ja] miał na myśli.)

2.  Chodził w tę i z powrotem powoli jak zegarek, któremu się kończy bateria.

3. Ranny wilk wił się z bólu jak prządniczki nić.

4. Policjant wypisał mandat ze związku zawodowego.

5. Na linie zjechał do kanionu głębokiego jak myśl Nitschego.

6. Zawiesił kawę jak kat skazańca.

7. Pobił syna jak murzyn rekord na sto metrów.

Miało być dziesięć, ale kończę na siedmiu, bo więcej mi się nie chce.

środa, 22 maja 2013

Znikający z oczu ciąg ballady.

Pomyśleli, że to umarło zwierzę
ogromne, w które nie wszyscy wierzą.
Tłum wolnych chłopów się zebrał i ruszył,
by odnaleźć truchło zwierzaka w głuszy.

Idą z pochodniami, by owo spalić,
a tam mitotrupa nie widzą wcale.
Za to Maejusz stoi się radując,
że oni na pewno jego duszę kupią.

Początek. Ciung dalszy.

niedziela, 19 maja 2013

Jeszcze dalszy, niż bardzo daleki ciąg ballady.

Ponieważ smród chrystusowy ludzi straszył,
kiepsko sobie Maejusz bardzo radził.
W końcu komiwojażerstwem strudzony
usiadł w chłodzącym cieniu starej jabłoni.

Smród od ciała jego bił tak ogromny,
że zaśmierdł kwiat jabłoni, zawsze wonny.
Odór szedł jak mgła gęsty i omiatał wieś
pobliską, a ludzie zasłaniali twarze.

Początek. Kolejny.

czwartek, 16 maja 2013

Dużo dalszy ciąg ballady

"Ale" ciągnie bieskie nasienie "sam kupca znajdź.
Obwoźnym sprzedawcą duszy masz się stać.
Jeśli się ładnie spiszesz z tym zadaniem,
dodatkowy kontyngent perfum dostaniesz."

I Maejusz wyruszył pukać do domów
i pytać, czy dusza niepotrzebna komu.
Akwizycja to praca nad wyraz ciężka,
nic więc dziwnego, że wcale mu nie szła.

Początek. Hej, w dal wal.

środa, 15 maja 2013

I jeszcze jeszcze dalszy ciąg ballady

Siedzi Maejusz na celibat przymusowy
wściekły tak, że nie może wydobyć mowy.
Wtem u stóp jego, jak coś nie zabłyśnie
i jak z chmury dymu sam czort nie wypłynie.

Mówi mu: "mogę ci dać perfum mocy
piekielnej, by się damy przestały boczyć.
Lecz masz duszę swoją pilnie odsprzedać.
Duszę dajesz, błaganie nic tu nie da."

Początek. Dalej, wio.

wtorek, 14 maja 2013

I jeszcze dalszy ciąg ballady

Biorę się do pisania.

Maejusz, co lubował się w spódniczkach,
nie mógł teraz uwieść absolutnie nic jak
jakiś żebrak, albo obły pokurczeniec.
Nie mógł męskości dowieść żadnej żenie,

bo wszystkie poczuwszy chlewika wonie,
zakrywszy usta chustką, uciekały odeń.
Jedną co zdałoby się wszystkim dawała
dopadł, ale nawet ona jemu zwiała.

Ciąg d. Początek.

poniedziałek, 13 maja 2013

Jeszcze dalszy ciąg ballady

W dalszym ciągu nie pierdolę.

Pomiędzy amenami się poskarżyła
mężowi, któremu była tak miła.
On rozsierdził się jak kiedyś w świątyni
i Maejusza na podobieństwo świni

fetorem gnoju i potu przyoblekł.
Następnie odeń gwałtownie wziął odbiegł
krzycząc: "ekskomunikowane prosię."
Takie to są boskich synów miłoście.

Początek. Dalej. 

niedziela, 12 maja 2013

Dalszy ciąg ballady

Nie pierdolę głupot, kontynuuję.

Tak się składało, że była faworytą,
w haremie zakonów najbardziej miłą
Chrystusa męża swego oblubiennicą.
Do dziś o niej historycy cudów piszą.

Mówią na kartach, jak brał ją w ramiona
niewidzialne i niósł pod nieboskłony.
Czasem też z obrazu świętego schodził,
by alegoriami mówić o jej urodzie.

Będę pisał dalej.

czwartek, 9 maja 2013

Początek ballady

A co tam... Jak szaleć to szaleć, dwa posty dziennie. Trzeba jakoś nadrobić ten kilkumiesięczny brak postów, spowodowany moim lenistwem. Zacznę pisać balladę, tak, tak, rymem. Dzisiaj dwie pierwsze zwrotki. Niech inspiracją dla niej w jakiś pokrętny sposób będzie dezodorant.

Maejusz został klątwą obłożony,
przeklęty, bo był nie nazbyt rozsądny.
Maejusz mówił zawsze, to co myśli,
bił szczerością prosto w ludzkie pyski.

Raz powiedział o pewnej zakonnicy,
że byłoby jej lepiej w kusej spódnicy.
Że lepiej, by o wiele wyglądała,
gdyby na stole w bordelu pląsała.

Ciąg dalszy nastąpił na kamień.

Szwejku, Szwejku

Czy ktoś wie, jak ma na imię Szwejk? Hasek w swojej najsławniejszej książce zdradził cała masę szczegółów z życia postaci, ale nigdy nie podał jej imienia. Swoją drogą jest to jeden z najśmieszniejszych bohaterów literackich z jakimi się spotkałem. Jego charakterystyczne, wielokrotnie złożone anegdoty po prostu rozpierdzielają mnie w drobny mak. Dlatego dzisiaj napiszę sobie cosia stylizowanego na opowiastki Szwejka.

niedziela, 5 maja 2013

Inspiracja "Sklepami cynamonowymi."

O niewielu filmach mogę powiedzieć, że je próbowałem obejrzeć... Zazwyczaj, choćbym trafił na skończoną szmirę, konsekwentnie oglądam do końca, chyba że trafię na takiego czy innego rodzaju problemy techniczne. Nie obejrzałem "Świętej góry," bo jej stopień popieprzenia jest dla mnie zbyt wysoki. Podobnie sytuacja ma się z "Sanatorium pod klepsydrą" - powalająco nieudaną próbą ekranizacji Schultza. Obejrzałem czterdzieści minut, wyłączyłem, sięgnąłem po leżące na półce "Sklepy cynamonowe," przeczytałem kilka losowych akapitów, ot i inspiracja gotowa.

W misterium strychu, tajemnym i pilnie strzeżonym przez naszą daleką ciotkę, którą ze względu na wiek i z chęci uproszczeń, nazywaliśmy babcią, kryły się rzeczy wielkie, niedostępne i mgliście namalowane palcami dzielonych między sobą jak opłatek fantazji. Babcia Stefania, w swoim niemodnym już chyba wiek temu czepku, w nieodłącznym fartuchu, wyszywanym w polne kwiaty, w którego przepastnej kieszeni kryły się klucze do poddasznej krainy, jawiła nam się jako sfinks - strażnik tajemnic, omyłkowo tylko pochylony nad słojami zakiszanych późnym latem ogórków.

czwartek, 31 stycznia 2013

Mikronezja o medium


Dawno nie machnąłem żadnej mikronezji. Miały mi przecież tak mocno zawyżać ilość pisanych postów, a tutaj guzik... Dzisiaj napiszę ją o medium.

Dla niewtajemniczonych: Mikronezje to fabuły zawarte w czterech zdaniach.

Trzydziestoletnia kobieta medium przewiduje, że spotka niedługo miłość swojego życia. Ten mężczyzna jest całkowitym sceptykiem i nie zaakceptuje jej zdolności i zawodu. Kobieta rzuca wróżenie i zostaje konsultantką finansową. Spotyka ukochanego i cały czas udaje przed nim racjonalistkę.

wtorek, 29 stycznia 2013

Naziści, eh naziści cd. 9


Ostatni fragment opowiadania "Naziści, eh naziści." Chyba mocno przekombinowałem, ale trudno. Od tego mam bloga, żeby móc przekombinowywać kiedy tylko mam ochotę.
Czytaj początek.

Mark Schwarz patrzy na fale bałtyckiego morza.

Świerad Michalski sam nie wie dlaczego przyszedł na plac budowy kolejnego centrum handlowego.