Wpadłem przypadkiem na dowcipy o łotewskich chłopach i zwyczajnie mnie rozbroiły. Napiszę sobie dzisiaj kilka nowych. Jeśli ktoś myśli, że jest to próba wypromowania się na popularnym trendzie, to ma rację - częściowo jest.
W ognisku piekł się duży, dorodny zimniok. Niespodziewanie głośno zajęczał, bo to tak naprawdę był chłop, którego Politbiuro spaliło razem z jego chatą, a umierając miał halucynację i zdawało mu się, że jest pieczonym zimniokiem.
Łotewski chłop dostał od krewnych z Ameryki paczkę, w której znajdowało się: salami, białe bułki, wędzona kura, marchewki, parówki, kalarepa i duży kawałek czekoladowego tortu. Łotewski chłop wyrzucił to wszystko do rzeki, bo z żywności znał tylko zimnioki, ale nawet ich dawno nie widział.
Etipczyk mówi do łotewskiego chłopa: "U nas jest straszny głód."
Chłop odpowiada na to: "U nas nie ma głodu, zjedliśmy go."
Łotewski chłop poszedł do nieba. Widzi tam świętych siedzących na chmurach i latające, pucułowate cherubinki. "Takie grube, to muszą jeść dużo zimnioków." myśli. Idzie dalej przez niebiosa i widzi rozciągniętą na cały widnokrąg twarz Boga. Bóg odzywa się głosem brzmiącym jak trąba: "To nie jest niebo, ale halucynacja z niedożywienia. Trud jeszcze nie skończony."
Amerykański beatnik mówi do łotewskiego chłopa: "My jak chcemy mieć halucynację to jemy taką specjalną pigułkę, a wy co robicie?"
Łotewski chłop natychmiast odpowiada: "A my, nie jemy."
Łotewski chłop zataił jedengo zimnioka, którego winien był partii. Za karę Politbiuro zakatowało go kolbami. Walili go pół godziny i zobaczyli, że dalej się rusza. "Trud jeszcze nie skończony." - powiedział jeden z Politbiura do drugiego.
Łotewski chłop siedział na progu swojej chaty i myślał, bo nie miał co jeść. Nagle olśniła go myśl filozoficzna. Zrozumiał, że nie ma łotewskiego chłopa, jest tylko mroźna zima, halucynacje z niedożywienia i śmierć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skecz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skecz. Pokaż wszystkie posty
środa, 5 czerwca 2013
niedziela, 26 maja 2013
Niedorzeczne gry słowne
Przeczytałem kiedyś, albo prawie przeczytałem, wcale nie jestem pewien książkę o humorze językowym pani Danuty Butler. Od czasów studiów większej bzdury w rękach nie miałem. Naukowe lanie wody pisane tylko i wyłącznie po to, żeby mieć do czego dorobić bibliografie i móc sobie dopisać przed nazwiskiem literki d i r. Teraz przypomina mi się jeden ochłap wiedzy zdobyty z tego średnio-wiekopomnego dzieła, a mianowicie koncepcja absurdalnej dwuznaczności słownej.
Przykład: "Kierowca skręcił jak paraliż."
Ponieważ blog Autortohton jest od tego, aby się bawić i ćwiczyć, wymyślę sobie teraz około dziesięciu takich gierek słownych. O, chyba mam już pierwszą.
1. Mam już dość tych twoich Gierek. Pójdę po cukierki do Gomułki.
(Jestem szalenie ciekaw, czy ktoś zrozumie co autor [ja] miał na myśli.)
2. Chodził w tę i z powrotem powoli jak zegarek, któremu się kończy bateria.
3. Ranny wilk wił się z bólu jak prządniczki nić.
4. Policjant wypisał mandat ze związku zawodowego.
5. Na linie zjechał do kanionu głębokiego jak myśl Nitschego.
6. Zawiesił kawę jak kat skazańca.
7. Pobił syna jak murzyn rekord na sto metrów.
Miało być dziesięć, ale kończę na siedmiu, bo więcej mi się nie chce.
Przykład: "Kierowca skręcił jak paraliż."
Ponieważ blog Autortohton jest od tego, aby się bawić i ćwiczyć, wymyślę sobie teraz około dziesięciu takich gierek słownych. O, chyba mam już pierwszą.
1. Mam już dość tych twoich Gierek. Pójdę po cukierki do Gomułki.
(Jestem szalenie ciekaw, czy ktoś zrozumie co autor [ja] miał na myśli.)
2. Chodził w tę i z powrotem powoli jak zegarek, któremu się kończy bateria.
3. Ranny wilk wił się z bólu jak prządniczki nić.
4. Policjant wypisał mandat ze związku zawodowego.
5. Na linie zjechał do kanionu głębokiego jak myśl Nitschego.
6. Zawiesił kawę jak kat skazańca.
7. Pobił syna jak murzyn rekord na sto metrów.
Miało być dziesięć, ale kończę na siedmiu, bo więcej mi się nie chce.
wtorek, 22 stycznia 2013
Nowy skecz Monty Pythona
Ludzie, którzy uwielbiają Monty Pythona popukają się w głowę kiedy to zobaczą. Właśnie o to mi chodzi. Teraz najwyżej w pół godziny napiszę skecz w stylu legendarnej angielskiej grupy. Liczę na komentarze na forach.
Dwaj szklarze, jak w klasycznej scenie filmowej niosą taflę szkła. Za nimi biegnie kobieta, w czerwonej sukience, która próbuje się ustawić w za szybą jak manekin na witrynie sklepowej. Przystaje na chwilę i zaraz musi znowu biec, żeby doganiać niosących. Publiczność śmieje się jak oszalała.
wtorek, 25 grudnia 2012
Skecz kontrświąteczny
Jest noc pierwszopoświąteczna, dwa tysiące lat temu Chrystus podobno wydał pierwszy krzyk i być może walnął nawet pierwszą kupę (ciekawe czy miała aureolę.) Nie wierzę w to wszystko, a pomimo tego nażarłem się jak bąk by uczcić urodziny najważniejszego bachora na ziemi. Gdybym był Charlesem Bukowskim walnąłbym teraz setę whisky z brudnej szklanki i zapalił tytoniowego skręta... Ale nie jestem. Czas na skecz anty-świąteczny. Pisany jak zwykle, na szybko na kolanach, na których trzymam klawiaturę.
Mężczyzna i kobieta z małym dzieckiem na ręku idą przez pustynię. Dochodzą do posterunku granicznego.
Mężczyzna i kobieta z małym dzieckiem na ręku idą przez pustynię. Dochodzą do posterunku granicznego.
czwartek, 29 listopada 2012
Zain/fekowany/spirowany przez zombie
Oglądam ostatnio "The walking dead." To dziwne, bo nie przepadam za horrorami, zwłaszcza tymi z zombie w roli głównej. Dziwię się, ale oglądam. Wciąga. Być może dopadła mnie ogólnoświatowa plaga. Zostałem zainfekowany, ale nie wirusem tylko bakcylem fascynacji gnijącym, łażącym mięsem. Błeee...
Krótki skeczyk z zombimi w tle...
Dwójka uciekinierów chowa się w szopie na wzgórzu. Duża grupa zombi jest tuż za nimi. Żywi ledwie zdążyli zaryglować drzwi. Trupy dobijają się do drzwi, otaczają budynek. Z zewnątrz dobiega ich zawodzenie i dudnienie pięściami o ściany. Dziewczyna staje oparta plecami o drzwi i oddycha z ulgą.
Dziewczyna: Nareszcie sami.
czwartek, 8 listopada 2012
Akwizytor
Z reguły staram się tutaj wymuszać z siebie pomysły na skecze, a te które same mnie nachodzą zostawiam, zakładając że kiedyś, gdzieś (nie wiem kiedy, ani gdzie) je wykorzystam. Ten będzie pierwszą humoreską spisaną według koncepcji, która przyszła mi do głowy pod prysznicem.
Pod drzwiami stoi akwizytor. Bardzo długo się do nich dobija. W końcu otwiera kobieta.
Pod drzwiami stoi akwizytor. Bardzo długo się do nich dobija. W końcu otwiera kobieta.
poniedziałek, 22 października 2012
Admirał Sobaczew po raz trzeci
Zasady pisania tego skeczu znajdziesz tutaj. Niniejszym kończę tę serię, która nawiasem mówiąc nie do końca mi się podoba.Tutaj pierwszy skecz z serii.
Tutaj drugi.
Na pokładzie olbrzymiego lotniskowca jeden marynarz myje pokład, a drugi stoi obok i pali skręta (takiego z tytoniu.)
Żeglarz Obibok: No i co tak pracujesz?
Żeglarz Pracujący: Pracuję dla dobra naszej socjalistycznej ojczyzny.
poniedziałek, 8 października 2012
Admirał Sobaczew po raz drugi
Tutaj znajdziesz zasady pisania tego skeczu.Tutaj pierwszy tekst z tej serii.
Bosman szoruje pokład szczotą. Zauważa go przechadzający się Kapitan.
Kapitan: Towarzyszu Bosmanie, co robicie?
Bosman: Porządek.
K: Porządek? Kiedy bosman szoruje pokład to raczej bałagan. Kto steruje? Majtek?
B: Kapitanie, kolektyw opracował grafik. Jutro wy jesteście wyznaczeni do sprzątania. Rzeczywiście majtek dzisiaj steruje, a jutro się przechadza po pokładzie i pali fajkę.
środa, 19 września 2012
Admirał Sobaczew po raz pierwszy
Zasady pisania tego skeczu są podane tutaj.
Marynarz: Towarzyszu, towarzyszu Sobaczew!
Kapitan: Towarzyszu majtku ile razy mam was prosić, żebyście zwracali się do mnie towarzyszu kapitanie.
Marynarz: Ależ towarzyszu, tytuł kapitana jest oznaką nierówności społecznej i wyzysku. Przecież po rewolucji do Mikołaja nie zwracano się: towarzyszu carze.
Kapitan: Jednakowoż towarzyszu majtku nalegam. Zwracajcie się do mnie towarzyszu kapitanie, jedynie zaakcentowania komunistycznego porządku i harmonii jaka panuje na naszym statku.
Marynarz: Chciałbym też was prosić towarzyszu, żebyście nie używali słowa statek, jako że kojarzy się ono z dostatkiem, a wszyscy doskonale wiemy, że dostatek jest główną oznaką życia burżuazyjnego.
Kapitan: Jak w takim razie mam mówić na statek?
czwartek, 6 września 2012
Admirał Sobaczew razy trzy.
Podobno, pisanie "rewrites," czyli w wolnym polskim tłumaczeniu przepisów, jest kluczowe przy tworzeniu jakiegokolwiek tekstu. Wkrótce pobawię się w jedną z metod, polegającą na napisaniu trzech osobnych utworów (wersji??) opartych na tym samym pomyśle. Dzisiaj zacznę od wymyślenia koncepcji.
A więc...
Będzie to skecz.
Konkretnie trzy skecze.
Strona http://www.sjp.yoyo.pl/losowe.php jako przypadkowe słowo podała mi: klarować. Jak zwykle będzie ono stanowiło moją podstawę do pisania. Wyżej wymieniony serwis podaje mi też od razu znaczenia: te związane z żeglarstwem (jeśli ktoś nie jest żeglarzem niech sobie sprawdzi.)
Klarować...
Klarować...
Klarować hmm....
Co mi się kojarzy z klarowaniem? Czystość, szczota, polerowanie mosiądzu, pokład, wiadro wody, postój, majtek, kara, szorowanie.
Co mi się negatywnie kojarzy z klarowaniem? Brud, syf, zardzewiały radziecki kuter, tony wodorostów, śniedź, bałagan, sól.
Co mi się pojawia w głowie, kiedy patrzę na te skojarzenia? Rodzina mieszkająca na statku, kapitan, który z jakiegoś powodu musi zrobić klar na statku, szczur lądowy, który się dostał na pokład, admirał Sobaczew (co kurwa?)
Generalnie nic mądrego, ale zostanę przy takim pomyśle:
Załoga radzieckiego lotniskowca, domaga się żeby jego kapitan czyścił pokład razem z nimi (bo w końcu komunizm.)
I na ten wspaniały temat napiszę trzy skecze. Za jakiś czas, w pewnych odstępach.
Linki do nich będą się znajdowały tutaj:
Admirał Sobaczew po raz pierwszy.
Admirał Sobaczew po raz drugi.
Admirał Sobaczew po raz trzeci.
Admirał Sobaczew po raz pierwszy.
Admirał Sobaczew po raz drugi.
Admirał Sobaczew po raz trzeci.
piątek, 24 sierpnia 2012
Biznesmeni w restauracji.
Napiszę dzisiaj skecz. Za inspirację posłuży mi taki sam strumień świadomości z jakiego skorzystałem ostatnio ćwicząc pisanie prozy: Kupuj, kupuj wszystko.
Strumień świadomości: Laptopo rozłożony na blacie samoobsługowej restauracji. Dziwne miejsce. Wygląda jak restauracja, taka nawet pół ekskluziw. Dziewczyna za ladą woła co chwilę miłym głosem: zapraszam po kotleta, zapraszam po barszcz czerwony. Mają fajny wystrój, klimatyzację, kącik zabaw dziecięcych. Naprawdę restauracja samoobsługowa. Obok centrum handlowego, głównie z meblami, właściwie w tym samym budynku. Można przejść z tej knajpki do ekspozycji mebli w sali obok. Poza tym wychodząc z kolacji można kupić kanapę, albo zostać na kolację po zakupie kanapy czy szezlonga. Najśmieszniejsze słowo wśród mebli.
Strumień świadomości: Laptopo rozłożony na blacie samoobsługowej restauracji. Dziwne miejsce. Wygląda jak restauracja, taka nawet pół ekskluziw. Dziewczyna za ladą woła co chwilę miłym głosem: zapraszam po kotleta, zapraszam po barszcz czerwony. Mają fajny wystrój, klimatyzację, kącik zabaw dziecięcych. Naprawdę restauracja samoobsługowa. Obok centrum handlowego, głównie z meblami, właściwie w tym samym budynku. Można przejść z tej knajpki do ekspozycji mebli w sali obok. Poza tym wychodząc z kolacji można kupić kanapę, albo zostać na kolację po zakupie kanapy czy szezlonga. Najśmieszniejsze słowo wśród mebli.
Przy stoliku w restauracji siedzi biznesmen. Ma na stoliku rozłożonego laptopa i papiery. Jest pogrążony w pracy, często odbiera telefony. Stolik obok zajmuje drugi biznesmen. Również rozkłada komputer. Chwilę pracują w milczeniu.
Pierwszy Biznesmen (odbierając telefon): Sprzedawaj, sprzedawaj. Nie ma szans, żeby się zorientowali że to buble.
Drugi Biznesmen (również odbierając telefon): Kupuj, kupuj. Weźmiemy fakturę na przelew i ogłosimy upadłość zanim go wyślemy.
PB: Walą mnie twoje skrupuły moralne.
DB: Mnie twoje też.
PB: Po prostu sprzedaj te pieprzone telewizory.
DB: Po prostu kupuj te pieprzone telewizory.
(Obydwaj biznesmeni przerywają rozmowy i patrzą na siebie.)
PB (Do telefonu.): Oddzwonię do ciebie. Cześć.
DB (Do telefonu.): Pa kochanie. (Do drugiego biznesmena.) Jakie telewizory?
PB: Plazmowe.
DB: A ich feler?
PB: Mają grubość czterdziestu centymetrów, ale technologia ta sama co w cienkich.
DB: Sprzedaje pan czterdziestocentymetrowe plazmy? Myślał pan, że nie zauważę?
PB: Gdybym wiedział, że to pan, na pewno nie próbowałbym oszukiwać. Wnioskuję po pana drogim garniturze, że pan by zauważył. Ogłosi pan upadłość spółki?
DB: Tak. Zakładam spółki kamikadze. Mają za zadanie tylko zrobić jedną transakcję i upaść.
PB: Roman Miszczyk. Myślę, że się polubimy.
DB: Piotr Nieszczarski. Kelner, dwa koniaki!
PB: To jest restauracja samoobsługowa.
DB: Do mnie nie przyjdzie? Wymuszanie elastyczności u kontrahentów jest podstawą w biznesie. Kelner dwa koniaki!
PB: Ten kelner jest wyjątkowo mało elastyczny. Nazywa się pani Grażyna i od czterdziestu lat nie wyszedł zza tej lady.
DB: To może jednak pójdę.
(Idzie do lady. Po chwili wraca.)
DB: Nie mieli koniaku. Kupiłem dwa soki Cappy.
PB: To co, otwieramy razem interes?
DB: To, że właśnie próbowaliśmy się nawzajem oszukać bardzo dobrze rokuje naszej współpracy. Oczywiście, że tak. Może wpadnę do pana biura, żeby omówić szczegóły.
PB: Właśnie pan wpadł do mojego biura.
DB: Poważnie, wynajmuje pan całą restaurację jako biuro?
PB: Nie. Kupuję herbatę raz na godzinę.
DB: Bardzo kreatywne rozwiązanie. Ja przez jakiś czas prowadziłem interes na śmietniku, ale cieć mnie zbyt często przeganiał. To co, zakładamy razem spółki kamikadze sprzedające spasione plazmy?
PB: Mam jeszcze inne telewizory na stanie. Plazmy o grubości dwóch centymetrów, ale obraz się w ogóle nie rusza.
DB: Czyli sprzedaje pan takie duże zdjęcia w ramkach?
Koniec
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Write down comedy
Stand up robi się coraz popularniejszy w Polsce i właściwie to dobrze, bo to bardzo ciekawy nurt (pomimo mało ciekawej formy.) Dzisiaj zamiast skeczu napiszę sobie papierowy (w znaczeniu nieprzeznaczony do grania) fragment stand up'u.
Losowe słowo to ziewanie.
Na początek przypomnę, że drzwi wejściowe znajdują się tam. Oczywiście nie chodzi o to, że nie chcę żebyście mnie słuchali. Często słyszę od znajomych, że jestem lekko nudny. W ogólniaku część znajomych wolała się uczyć historii niż iść ze mną na piwo. Ich rodzice płacili mi kieszonkowe.
Słyszeliście bajkę o śpiącej królewnie? Żadna róża, żaden kolec. Po prostu wygłaszałem mowę na jej imprezie urodzinowej. Wszyscy posnęli.
Kiedy tylko otworzę usta żeby coś powiedzieć ludzi atakuje śpiączka afrykańska.
Podstępna choroba. Ziewasz, robisz się senny, kładziesz się na popołudniową drzemkę i budzisz się za dziesięć lat.
Nie trzeba być naukowcem żeby zauważyć, że ziewanie jest zaraźliwe. Jedna osoba zaczyna w pokoju i po chwili wszyscy ziewają. Na szczęście my dzisiaj mamy na to szczepionki. Kolorowe bodźce atakują na non stop i przez całą dobę.
W średniowieczu musiało dochodzić do pandemii. Jeden król ziewnął (odgrywa ziewanie) i za chwilę ziewało pół Europy.
Ziewanie w miejscu publicznym uchodzi za brak kultury. To tak jakbyście okazywali że chce wam się jeść i dostawali za to bury.
Żeby przestać ziewać trzeba natychmiast pójść spać. Następnym razem jak ktoś będzie do mnie dymił, że ziewam wyjmę śpiworek i położę się tam gdzie stoję.
Dziękuję bardzo. Dobranoc!
wtorek, 31 lipca 2012
Skecz z czajnikami w tle.
Dzisiaj zadaję sobie temat do pisania w inny sposób niż zazwyczaj. Wpisałem w grafikę google'a słowo: "parabola" i wybrałem jeden z wyrzuconych na to hasło obrazków. Wziąłem, takie o czajniczki. Jeszcze nie do końca wiem jak, ale napiszę inspirowany nimi skecz.
Inspiracja siłą rzeczy będzie raczej luźna.
Inspiracja siłą rzeczy będzie raczej luźna.
Do pokoju na komisariacie policji zostaje wprowadzony facet w kajdankach. Siedzący za biurkiem oficer wstaje i wskazuje mu ręką krzesło.
Oficer: Pan siada. Kawy, herbaty?
Podejrzany: Kawy.
Oficer: Dobrze, napiję się kawy. Nie do końca mam ochotę, ale się jej napiję.
Podejrzany: Myślałem, że pan mnie proponuje...
Oficer: Panu proponuję żeby pan się zamknął. Biorąc pod uwagę, że już jest pan zamknięty przez nas to będzie chyba na cztery spusty. (Śmieje się z własnego dowcipu.) Czy wie pan dlaczego pana zaprosiliśmy?
Podejrzany milczy.
Oficer: Ok. Proszę się otworzyć.
Podejrzany: Wiem.
Oficer: Proszę rozwinąć.
Podejrzany: Naszkicowałem cztero-metrowy akt dojrzałej kobiety na budynku magistratu miejskiego.
Oficer: Kawy, herbaty?
Podejrzany: Kawy.
Oficer: Padnę przez pana na nadciśnienie. (Nalewa sobie drugą filiżankę kawy.) Jakie zarzuty sam by pan sobie postawił?
Podejrzany: Nieumyślnego zniszczenia mienia publicznego i wywoływania zgorszenia?
Oficer: Studiuje pan prawo?
Podejrzany: Tylko jego stróżów. Oglądam jak orangutany.
Oficer: Kawy, herbaty?
Podejrzany: Kawy. (Oficer napełnia sobie filiżankę kawą po czym wylewa ją na kolana Podejrzanego.)
Oficer: Polecam Bepanthen.
Podejrzany chwilę się miota jak poparzony. Oficer czeka aż się uspokoi.
Oficer: Zniszczenie mienia publicznego i sianie zgorszenia to nic w porównaniu z tym cieniowaniem. Zgnije pan za to w pierdlu.
Podejrzany: To cieniowanie jest niedozwolone?
Oficer: Tylko nieudolne. Tyłek tej kobiety, który powinien być obwisły i okrągły, jest płaski. Nie podgląda pan matki w łazience? Nie wie pan, jak wyglądają tyłki kobiet po pięćdziesiątce?
Podejrzany: Ale ja tak ją widziałem!!!
Oficer: A jednak podgląda pan matkę?! Będzie pan miał dużo czasu na ćwiczenie rysunku podczas odsiadki, ale głównie na męskich tyłkach.
Podejrzany: Ale przecież nie możecie mnie zamknąć za cieniowanie!
Oficer: Cieniowanie jest bezpośrednim powodem dla którego kazałem panu podrzucić do pokoju dziesięć kilo kokainy. I tak zalegała na magazynach.
środa, 20 czerwca 2012
Nieoceniona Złota Rączka
Losowe słowa, które miały się zawrzeć w skeczu to: gniew, kran, zero. Napisałem go w pół godziny.
Kobieta chodzi nerwowo po scenie. Pojawia się hydraulik.
Hydraulik: Pani życzy sobie usługę normalną czy z pornola?
Kobieta: No, co pan? Normalną.
H: Szkoda. To co się dzieje? Cieknie, nie cieknie, zalewa?
K: Kapie i zalewa. To znaczy kapie kran a mnie krew zalewa. Sąsiad ma strasznie dźwięczną wannę i mu kapie kran. Ping, ping, ping co minutę, regularnie. Nawet już na zegarek nie muszę patrzeć.
H: Muszę pani zareklamować, że usługa hydrauliczna z pornola zawiera masaż relaksacyjny. Moje silne ręce rozładują każdy gniew.
K: A daj mi pan spokój z pornolem. Lepiej niech pan idzie do sąsiada i mu wyreguluje ten kran.
H: To sąsiad prosił panią żeby mnie pani wezwała?
K: Nie. Sąsiad jest przygłuchy i jemu to pinganie nie przeszkadza. Za to jest mu na rękę że przeszkadza mnie.
H: Rozumiem. Czyli usługa hydrauliczna rodem z filmu akcji.
(Zakłada ciemne lenonki i czapkę ala Leon zawodowiec i wychodzi. Po chwili wraca.)
H: Tym razem nie przychodzę do pani nie jako hydraulik ale mediator...
K: Co?
H: Sąsiad faktycznie nie słyszy kapania wody z kranu. Za to pani suszarka do włosów wchodzi w rezonans z jego aparatem słuchowym i go przestawia. Za każdym razem kiedy suszy pani włosy jego urządzenie zaczyna odbierać Radio Złote Przeboje. Mówi, że już wolałby być głuchy.
K: Co pan sugeruje?
H: To chyba przecież oczywiste że to powinna pani przestać suszyć włosy. Jednym z rozwiązań jest wstawanie trzy godziny przed planowanym wyjściem, drugim skrócenie włosów poniżej trzech centymetrów długości...
K: Proszę pana! Jak ja będę wyglądała z włosami poniżej trzech centymetrów długości?!
H: Jak lesbijka.
K: Ale ja nie jestem lesbijką!
H: Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.
K: Myślałam, że mi pan pomoże, a pan takie głupoty do mnie wygaduje.
H: Skoro nie kręcą pani kobiety mogę zaproponować inne rozwiązanie. Wsadzę pani do uszu cienkie igły i poprzebijam bębenki.
K: Proszę pana niech pan już idzie.!
H: Nigdzie stąd nie pójdę dopóki nie zapłaci mi pani honorarium.
K: A ile pan żąda?
H: Zero złotych.
K: A jak niby mam panu zapłacić zero złotych?
H: Niech pani kombinuje.
Zachęcam do komentowania.
poniedziałek, 13 lutego 2012
Ceremonia
Ten tekst napisałem w pół godziny na zadany losowo temat (przypadkowe słowa: dywizja i ceremonia.) Zrobiłem to aby ćwiczyć tworzenie tekstów komediowych więc proszę o komentarze. Zależy mi przede wszystkim na informacjach co was w poniższym dialogu śmieszy:)
Kapelan przemawia do dwóch zgromadzonych żołnierzy. Kapelan jest typem twardego gościa. Żołnierze to raczej wymoczki.
Kapelan: Drodzy żołnierze mam zaszczyt powitać was na poświęceniu trzeciej dywizji piechoty... Na początku chciałem zauważyć, że według terminologii wojskowej dywizja to 5 do 15 tysięcy żołnierzy. Nasuwa się więc pytanie gdzie jest pozostałych 4998 do 14998 żołnierzy?
Żołnierz pierwszy: Zacięli się przy goleniu.
Kapelan: Wszyscy?
Żołnierz Drugi: My nie.
K: A pozostali? Wszyscy jednocześnie?
ŻP: My się golimy na komendę. Kapral był zaspany i jakoś ją krzywo wydał.
ŻD: A my dwaj niedokładnie wykonujemy komendy i jesteśmy.
K: Macie zatem rozkaz przekazać pozostałym to co tutaj powiem. To który oficer ma z wami rozmawiać było trudną decyzją. Cieszę się, że spotkał mnie ten zaszczyt pomimo, że jego bezpośrednią przyczyną jest przegrana w losowaniu zapałek. Waszą dywizję trzeba będzie poświęcić.
ŻP: Że pokropić?
K: Niestety nie. Poświęcić dla sprawy. Wojsko nie ma pieniędzy na utrzymywanie tylu żołnierzy. Kilku tysięcy z nich trzeba się pozbyć.
ŻD: Czyli, że jesteśmy zwolnieni?
K: Niestety nie. Przepisy nie pozwalają nam na zwolnienie tak dużej liczby wojska. Musicie zginąć w chwale.
ŻP: Ale ginie w chwale się na wojnie, a nie ma żadnej wojny.
K: Otóż jest. Najbliższa aktualnie w Libii.
ŻD: Jesteśmy wysłani na misję. Ale fajnie!
K: Tak, z jednoznacznym rozkazem, że macie z niej nie wrócić.
ŻP: A gdyby nam się udało wygrać to co?
K: Dowództwo pomyślało i o tym. Waszym celem jest odbicie północnej Afryki z rąk Arabów. Nie macie szans. Odmaszerować.
ŻD: No dobrze, to kiedy mamy samolot?
K: Nie macie.
ŻP: Autokar?
K: Również nie.
ŻD: To czym się tam dostaniemy?
K: Odpowiedź tkwi w fakcie, że jesteście dywizją piechoty. Odmaszerować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





