poniedziałek, 25 czerwca 2012

Jak zostać pisarzem?


Być może osoba znajdująca się na początku swojej drogi do zawodowego pisarstwa powinna raczej zadawać to pytanie niż na nie odpowiadać. Mając cztery wpisy na blogu i żadnych oficjalnych publikacji trzeba być człowiekiem skrajnie bezczelnym żeby dawać rady zawodowe innym. Tak się składa, że jestem człowiekiem skrajnie bezczelnym i uważam, że właśnie ta niedoceniana cecha jest jednym z kluczy do odniesienia sukcesu.

Wielu ludzi, którzy dzisiaj są uważani za geniuszy, reformatorów, wybitnych twórców wybiło się nie tylko dzięki talentowi i rzadko spotykanym umiejętnością, ale też dzięki, ślepemu niemal, zapatrzeniu w to co robią (oczywiście mówię tutaj także o zawodach innych niż pisarz.) Tesla poszedł na dwa lata pracować nad budowę, aby zdobyć fundusze na swoje badania, J.K. Rowling była bezdomna i kilkunastu wydawców odrzuciło jej książkę (tak, tę książkę,) Donald Trump był zadłużony na miliardy dolarów. W dużej mierze to właśnie dzięki uporowi i pewności siebie tak dużej, że świadkowie opisywali ją jako maniakalną przebili się i dotarli na szczyt (lub na niego wrócili w przypadku Trumpa.)

Oczywiście upór musi być odpowiednio ukierunkowany aby przynieść rezultaty. Poniżej zapisuję w podpunktach moje (i częściowo podebrane) przemyślenia na temat drogi do zawodowego pisarstwa.

1. Jestem pisarzem i koniec!!!

Chcesz pisać, chcesz się z tego utrzymywać? To pisz. Idź do łazienki i wykrzycz w lustro: JESTEM PISARZEM!!! Oprócz zainteresowania sąsiadów otrzymasz zwiększoną wiarę we własne siły (oczywiście tymczasowo.) Jeśli sam nie uwierzysz w to, że możesz żyć z przelewania swoich myśli na papier to nie uwierzy też nikt inny. Brzmi jak wywody z amerykańskich poradników jak zostać pięknym i bogatym... A to dlatego, że to są wywody z amerykańskich poradników. Niestety tutaj akurat ich autorzy mają rację. Musisz mieć niezachwianą wiarę we własne siły. Jeśli nie masz to zdobądź. Na ten temat jest bardzo dużo poradników w internecie.

2. Czytaj, czytaj, czytaj i smakuj życie.

Ten akapit zacznę od tandetnego porównania: pisarz, który nie czyta jest jak kapitan, który nigdy nie stał na statku. To się nie może wydarzyć. Nie wierzę, żeby chodził po świecie autor, który nigdy nie przeczytał książki (jeśli o takim słyszeliście dajcie mi znać.) Biorąc do ręki utwory innych podświadomie kodujesz dużo informacji na temat stylu, prowadzenia fabuły i rodzajów narracji. Poza tym dowiadujesz się co było, a co jeszcze nie (byłoby trochę głupio gdybyś napisał książkę opartą na tym samym pomyśle co "Hrabia Monte Christo.") 
Moim zdaniem zamykanie się w jednym gatunku nie jest dobre. Nawet jeśli chcesz pisać tylko fantastykę, kryminały albo psychologiczne strumienie świadomości, nie czytaj wyłącznie książek zakwalifikowanych do tych nurtów. Jeśli ograniczasz swoje zainteresowania czytelnicze jest całkiem duża szansa, że zaczniesz powtarzać schematy. 
Ekspert w dziedzinie kreatywności Edward De Bono twierdzi, że pewna część książek powinna być wybierana przypadkowa. Sięgając po dzieło zgodnego z twoim gustem zwiększasz szansę, że natkniesz się w nim na coś co już czytałeś dziesiątki razy. Jeśli natomiast kolejna czytana przez ciebie knicha będzie losowa zyskujesz dużą szansę na poszerzenie swoich horyzontów (niestety prawdopodobieństwo bolesnej śmierci z nudów jest równie duże.) Jestem skrajnym antyklerykałem, ale właśnie według tej zasady jakiś czas temu przeczytałem biografię ojca Pio. Polecam.
To samo tyczy się życia jako całości. Przejrzyj życiorysy pisarzy. Cóż, bardzo rzadko są one monotonne i spokojne. Z reguły wielcy autorzy podróżowali, brali udział w wojnach, przeżywali romanse, cierpieli biedę. Ich biografie samoczynnie tworzą niezłą książkę. Jeśli Twoje życie składa się z drogi do pracy w biurze i z powrotem oraz wieczorów z kako w ręku, to masz marną szansę na to, że znajdziesz inspirację do napisania czegoś naprawdę interesującego.

3. Pisz, pisz, pisz i jeszcze raz pisz.

Podczas pisania aktywują się zupełnie inne regiony mózgu niż podczas mówienia. Jeśli piszesz dajmy na to raz w tygodniu to jest tak jakbyś bardzo rzadko się odzywał. Hardkorowcom polecam zamilknięcie na tydzień. Gwarantuję, że będziecie mieli problemy ze złożeniem porządnego zdania. Pisanie jest jak każda inna umiejętność. A umiejętności można wyćwiczyć (nawet trzeba. Jeśli ktoś twierdzi, że zwyczajnie się urodził z talentem literackim to znaczy, że kłamie.) Im więcej piszesz tym bardziej zwiększasz szansę na to, że kiedyś spod twoich sunących po klawiaturze laptopa palców wyjdzie coś godnego miana dzieła. 
Pisz kilka razy w tygodniu, najlepiej codziennie. Pisz tak dużo, żeby układanie słów za pomocą języka a nie długopisu zaczęło wydawać ci się dziwne. 
Pisanie do szuflady nie jest dobrym pomysłem, chyba że Twoja szuflada jest z robiona z buku, który w poprzednim wcieleniu był sławnym krytykiem i zachował świadomość oraz zdolność mowy (strasznie głupie, ale nie mogłem się powstrzymać.) Załóż bloga, wstąp do kółka literackiego, pisz na każdy możliwy konkurs literacki, wciskaj swoje wypociny znajomym. Kontakt twoich utworów ze światem zewnętrznym jest kluczowy.

4. Słuchaj krytyki i wyciągaj wnioski.

Powtarzanie w kółko tej samej metody to taktyka muchy uderzającej o szybę. Mucha próbująca wylecieć przez zamknięte okno mogłaby właściwie być synonimem uporu, ale nim nie jest. Bo cholernie rzadko jej się udaje. Dąż do swojego celu, a jednocześnie eksperymentuj, kombinuj, zmieniaj drogi. Nie przyjęli ci artykułu do druku, napisz romansowe opowiadanie. Jego też nie przyjęli, spróbuj wepchnąć do niego wątek mistyczny i sprzedać Fantastyce. Fantastyka go nie chce? Przerób je na krótką sztukę i spróbuj wepchnąć licealnym teatrzykom. Nie dostaniesz pieniędzy, ale zawsze to jakaś forma publikacji. 
Uwagi innych są kluczowe. Niektórzy ludzie dadzą ci dobre rady. Przemyśl je i jeśli wydają ci się rozsądne zastosuj. Niektórzy ludzie będą dawali ci uwagi tylko, żeby pokazać jacy z nich eksperci. Ich olej. Jeszcze inni powiedzą ci, że jesteś do dupy. Niestety jest szansa, że mają rację. Ich też olej i zacznij pracować nad tym żeby nie być.

5. Bądź oryginalny.

Wszystko już było. I to jest fakt w sensie ogólnym. Został już napisany każdy możliwy typ fabuły, niemal każdy pomysł przelano na karty powieści. Natomiast stwierdzenie to nie jest prawdziwe w znaczeniu szczegółowym. Zarys historii Romea i Julii można wypełnić tak dużą ilością różnorodnych detali, że czytając jedną wersję tego eksperymentu nie domyślilibyśmy się że ma coś wspólnego z drugą. 
Długie zdania, barwne metafory, zmiana punktów widzenia, przypisy, zatarcie granicy między fikcją a rzeczywistością, dodatkowe informacje o bohaterach książki zamieszczone w internecie to wszystko może stać się twoim 'tav,' twoim talonem przetargowym, twoim punktem wyróżniającym Cię na tle innych petentów aspirujących do określenia pisarza. Myśl, znowu kombinuj, eksperymentuj ze stylami i gatunkami. Gdzieś w gmatwaninie słów, które jeszcze nie zostały ułożone kryje się twój sukces.

Ten poradnik napisałem chyba bardziej jako plan działania dla siebie niż dla innych. Zamieszczam go i tak. Jak wydać swój utwór wymyślę kiedy indziej.

Następny post z serii: jak pisać?

6 komentarzy:

  1. Zgadzam się, że bezczelne. Ale w ten fascynujący i wciągający sposób. Przyprawiło mi twarz uśmiechem. Przydałoby się tylko jeszcze kilka przecinków. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Che Guevara wywoływał rewolucję z astmą to ja mogę pisać ksiązki bez przecinków;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lamer-wszystko wie na dany temat ale to tylko słowa.A tak naprawde tępak co duzo gada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyczułem tępaka. Całkiem bystry gość, nawet jeśli nie specjalista. Zgadzać się nie trzeba, ale tym bardziej nie należy obrażać.

      Usuń
  4. Anonimowy:
    Dziękuję Ci serdecznie za wnikliwą analizę mojej zarówno osobowości, jak i poziomu inteligencji. Domyślam się, że nie podałeś swojego nicka, bo prawdopodobnie jesteś mistrzem nad mistrzami i padłbym z wrażenia, gdybym tylko wiedział, z kim ma mam przyjemność.
    Miewam problemy z przecinkami, owszem, zdarza mi się walnąć błą, ale po interpunkcji Twojego komentarza wnoszę, że Ty nawet o nich nie słyszałeś.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem o co pienią się inni komentujący. Nie ma przecinków? Trudno, przecież wiedzą gdzie trzeba je wstawić. Nie ma 100 % doświadczenia piszącego? A czy to powoduje, że nie można napisać rad, które usłyszało się od osoby trzeciej? Historyk nie był świadkiem bitwy pod Grunwaldem, a przecież opisuje to zdarzenie. Przecież nie wie wszystkiego. Sama piszę bloga o kontrowersyjnych historycznych zdarzeniach, chociaż jedyne na czym się opieram to artykuły i relacje innych.

    OdpowiedzUsuń